2.22.2009

You make it easy

Jako że w danej chwili słucham (znowu) Bitter Sweet Symphony, nagłówkiem jest tytuł jednej z piosenek Air, które maltretuję od wczoraj. Polecam, pełny chillout. Nawet mnie uspokaja.

Ciągle mam ten cudowny, spokojnie radosny (polubiłam bardzo to określenie) nastrój. Mam też nowe spodnie i perfumy - zakończyłam widocznie okres żałoby po tych stłuczonych - a także kolejną świetną rozmowę w archiwum, które czytam ostatnio tak często, że można by pomyśleć, że postanowiłam nauczyć się go na pamięć. Oraz tylko dwa tematy do końca notatki z biologii, bo wreszcie założyłam zeszyt. Reszta lekcji jak wstanę; prawdę mówiąc, najpierw musiałabym się położyć, ale nie mam na to ochoty. I tak jest dziwne, że zabrałam się za to w sobotę. But on the other hand, ta sobota była jeszcze milsza niż soboty mają zwykle w zwyczaju.
I chyba niewiele rzeczy jest w stanie tak naprawdę zepsuć mi humor. Moje zdenerwowania czy przygnębienia są raczej bardzo powierzchowne, jeśli tak łatwo mijają :)

1 komentarz: