2.18.2009

Keep this sin inside your head.


Wygląda na to, że coś mnie coś chyta, jak to się mówi na koloniach, ale generalnie to już czuję się dobrze. Chyba. A troszkę szkoda, bo styczność z książką z matematyki miałam tylko dzięki położeniu jej sobie na biurku. Ale będzie dobrze, spróbuję wyciągnąć na dop. *przekazuje sobie wiedzę przez osmozę*

Moje tradycyjne środowe opieprzanie się zostało mi dosyć skutecznie udaremnione. Chociaż nie mogę narzekać, bo wreszcie (to aż 24-godzinne opóźnienie) obejrzałam 5x15 - całe szczęście, że powstał ten odcinek, bo naprawdę zaczęłabym tracić wiarę w piąty sezon. Poza tym czuję, że trochę zmarnowałam to popołudnie. Może dlatego, że nigdzie nie wyszłam, może dlatego, że nie sprecyzowałam sobie, na co konkretnie miałam ochotę. Trudno, musi wystarczyć mi spacer z psem i skakanie po zaspach oraz herbata. Nie czuję się dziś szczególnie kreatywnie.

Ta pogoda odbiera mi ochotę na cokolwiek. Nawet jeśli jestem optymistycznie nastawiona (jak na mnie), to spojrzenie za okno dosyć skutecznie gasi mój zapał. Ale aż tak źle nie jest, kilka stopni na minusie da się przeżyć.

W ogóle, jutro jest 50 dzień roku. Nie mam pojęcia, kiedy to zleciało.

Te kropki są takie pesymistyczne. A przecież garder la attitude optimiste jest bardzo ważną metodą walczenia ze stresem, tak jak tortille z McDonalda. Także uśmiech na gębę i wracam do 'nauki' :)



He's got a Simplus!

2 komentarze:

  1. "*po dziesięciu minutach od wspomnienia McDonalda* A propos de McDo (? xD), j'adore les tortillas..."
    *rozmarzenie*

    Tak to było? xD
    Ło kurde, to ja już nieźle zalegam z Housem, skoro wyszedł już 5x15... ^^'

    OdpowiedzUsuń
  2. Z 5x16 wiążę duże nadzieje, może to ocalii sezon w moich oczach, bo 5x15 podniósł co prawda poziom, ale dla mnie wciąż niewsytarczająco xP
    Już 50? Zanim się obejrzymy będzie 350 *wzdych* i znów będę się przyzwyczająć do nowej daty...

    OdpowiedzUsuń