Najpilniejszą rzeczą rano okazało się włączenie komputera. Słuchając smętów, wściekałam się na siebie, że muszę jechać najpóźniejszym autobusem. Na test jednak przybyłam, zobaczyłam, napisałam. Rozbawił mnie. Na francuskim po 3,5 roku miałam niewątpliwą przyjemność skorzystania z innego podręcznika, który od razu bardzo mi się spodobał. Nie tylko dlatego, że jest nowy i ładnie pachnie.
Za cholerę nie miałam dziś ochoty na oglądanie poważnego filmu. Mimo że chciałam zobaczyć 'Małą Moskwę', poczekam, aż będę mieć do tego nastrój (gorzej będzie, jak jutro trzeba będzie w jakiś sposób do tego się odwoływać; ale to będę się martwić w szkole). Ale w kinie i po kinie było bardzo fajnie :)
Wysiadając z autobusu, weszłam w kałużę o głębokości mniej więcej do kostki. Wróciłam, przyjęłam obiad. Wyszłam na dwór z psem, zostałam opierniczona przez chamskiego sąsiada, poskarżyłam się mamusi, mamusia opierdzieliła pana i teraz trochę się boję tego człowieka [faceta, nie mamy; chociaż w sumie...]. Pojechałam na basen, prawie odpadły mi ręce, ale otrzymałam pochwałę. Pani S. zachowywała się, jakby się na mnie obraziła.
Wróciłam do domu, zakrzątnęłam się w obejściu, przyjęłam kolację. Zakrzątnęłam się po raz kolejny, bo mimo że obejście niewielkie, ciągle jest coś do roboty. Wypchałam buty indeksami giełdowymi. Znalazłam też chwilę dla siebie. Poćwiczyłam z Pawłem matematykę (3/5 dobrze za pierwszym razem, 2/2 dobrze z przykładów karnych). Dowiedziałam się, że z materiału, który z nim powtarzam, dostał dziś 3. Poczułam się mile, ale zdania co do 'nauczycielką nie będę na pewno' nie zmieniłam. Ponaśmiewałyśmy się z mamą z opisu posiadacza imienia 'Piotr' (jak zwykle wszystko się zgadza). Zapobiegłam oddaniu laptopa do reklamacji - warto czytać instrukcje, ale i tak raczej nie wejdzie mi to w nawyk - po czym siadłam do geografii.
I tak sobie siedzę. Niezobowiązująco poczytując podręcznik i słówka dla Candy, słucham wyjątkowo fajnego dziś shuffle'a iTunes. I czytam archiwum. Znowu.
Plany na jutro? Zdać geografię, ruszyć wreszcie do przodu z organizacją wycieczki, siedzieć spokojnie na polskim (i nie rysować), odbębnić Cotygodniowe Sprzątanie, ułagodzić tatę i uzyskać zgodę na Open'era oraz na sobotę. Poopierniczać się trochę wieczorem. A, i pójść wreszcie do kosmetyczki. Prawo nie działa wstecz, ale nie zdziwiłabym się, jakby mi cofnięto zgodę na przebicie ucha. W końcu to mój dom.
Najgorsze jest to, że chyba naprawdę się rozchorowałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz