2.20.2009

The coldest calm falls


Krótko o genezie zdjęcia. Miałam w planach zrobienie selfa z włosami delikatnie przyprószonymi śniegiem. W tym celu weszłam pod gałąź. Zapomniałam jednak włączyć samowyzwalacz i musiałam sięgnąć po aparat. Potrąciłam ręką gałąź, śniegiem przyprószyłam się o wiele bardziej niż delikatnie (również za kołnierzem, ugh) i przypadkowo nacisnęłam spust migawki. A twarz mam taką czerwoną ze względu na leżenie w zaspie, moje ulubione, zaraz po desce, zajęcie w górach :)

Tata wraca. Trzymam za siebie kciuki.

1 komentarz:

  1. ale to zdjęcie jest naprawdę ciekawe! ^^ omg, ja stoje w miejcuuuu ;c

    OdpowiedzUsuń