3.05.2009

Pamiętam, jak całkiem niedawno pytałam się, czy wszystkim musi odpierdalać naraz. Już znam odpowiedź. Otóż to 'naraz' jest tylko pozorne. Gdy uda się poprawić jedną sytuację, natychmiast psuje się następna.

Wszystko podzielone jest na dwa światy: dom i reszta. Nie zdążyłaś tego pewnie zauważyć; bo i niby kiedy, jeśli już na wstępie witasz mnie ścinającym z nóg tekstem. Naprawdę wspólne obiady i kolacje nie są rozwiązaniem na wesołą i zgraną rodzinę, jeśli poza nimi zachowujesz się tak jak się zachowujesz. Uważasz, że się izoluję. I to robię. Bo kiedy tylko chwilę porozmawiamy, coś się dzieje. Tak jak dziś. Śmieszne, od czego się zaczęło. Śmieszne, że zawsze ty zaczynasz. Daję ci minimalną ilość pretekstów, ale i tak zawsze coś znajdziesz. Co jest już mniej zabawne.
Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że nie mam pojęcia, czy tym razem też mogę obarczyć tym twój zły humor, czy zbierało ci się na takie wyznania od jakiegoś czasu. Ale wiedz, że nie zamierzam przepraszać. Jakoś nigdy moje szczere słowa nic nie zmieniły. Zresztą może zauważyłaś już, że przestałam reagować na twoje zaczepki słowne. Na początku dużo mnie to kosztowało, ale teraz jestem już obojętna. Nie wiem, może naprawdę nie chce mi się starać. Neutralna mina jest łatwiejsza niż plątanie się w słowne walki. Jestem natomiast pewna, że jest w tym wszystkim część mojej winy. Byłoby głupie, gdybym powiedziała, że to wszystko przez jedną stronę. Ale nie uważasz, że powiedziałaś trochę za dużo? Nawet więcej niż trochę. Doceniam szczerość, sama, jak już coś mówię, staram się nie owijać w bawełnę. Tylko że niektóre z tych słów, jak je sobie przypomnę, sprawiają, że znowu mam ochotę się rozryczeć. Co jest naprawdę żałosne, zdaję sobie z tego sprawę. Na pewno nie wywołałaś we mnie współczucia, chociaż pewnie taki był twój zamiar. Płaczę, bo okazało się, że jednak moje domysły (co do których miałam nadzieję, że są fałszywe) co do układu 3+1 w domu są prawdziwe. Nie jestem typem szczególnie rodzinnym. I pewnie zdziwi cię fakt, że jednak mi zależy, chociaż sama uważasz co innego. Nawet jeśli praktycznie zawsze czuję się jak piąte koło u wozu. Warto byłoby kiedyś spytać, prawdę mówiąc. Ale wracając. Nie wiedziałam, że można 'spieprzyć relację' jedną czy dwiema chamskimi odpowiedziami. A nawet jeśli było ich więcej, to zastanów się, co ty mi mówiłaś. Nie tylko dzisiaj. To, że się nie odzywam, nie znaczy, że tego nie słyszę. Na pewno zdziwiłoby cię, jak wiele z tego pamiętam. I wyobraź sobie, że nie tylko ty możesz mieć czegoś dosyć, nie tylko w tobie coś pękło. Ty się powkurwiasz, ja się podąsam. Ale nie wygląda na to, żeby tym razem wszystko wróciło do normy, jak w reklamie Activii. To trochę jak jeden krok za daleko. Tak, dla mnie też.
Ale nie martw się. Nie tylko ty czekasz na moje wyprowadzenie się stąd. Całe szczęście, że masz też drugie dziecko, które może i też nie spełnia twoich rozmaitych oczekiwań, ale na pewno jest normalne.
Obiecałam sobie, że tym razem nie będę zajadać.

Wiem, że i tak tego nie przeczytasz. Sama też ci tego raczej nie powiem. Ale jest mi lżej. Moralny ekshibicjonizm naprawdę pomaga.

I nie będę więcej do tego wracać.
Nie pytajcie, proszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz