3.13.2009

Don't you know, oh it's a funny thing you know

Z wielką niechęcią, ale jako uczciwe dziecko muszę zrzec się praw do tego zdjęcia. Cóż, zdarza się. Ale i tak je bardzo lubię :)

Jak na razie raczej nie szykują się kolejne katastrofy. Sufit wygląda na w miarę szczelny, w każdym razie nic już z niego nie kapie. Mama nie może przeboleć zacieków, tata wymyśla 'gnojom ze spółdzielni', chyba tylko ja i Paweł się cieszymy. Mój brat, bo bał się, że utoniemy w nocy, a ja, że nie musiałam myć dziś rano włosów wodą z garnka (którą i tak zapobiegawczo przygotowałam wczoraj przed spaniem, wywołując tym lekko histeryczny chichot u mamy).
Oceniając to wydarzenie, należy jednak patrzeć przez pryzmat miejsca, w którym mieszkam. Tu zdarzają się takie rzeczy. Żeby wspomnieć choćby mój dzisiejszy dojazd do szkoły, kiedy autobus, który najpierw się spóźnił, na najbliższym zakręcie zakopał się w zaspie. W ten sposób znowu spóźniłam się na informatykę. Bo takie rzeczy zawsze zdarzają się w piątek!

Generalnie to kolejny tydzień znowu jakoś tak... minął. Co jest w sumie dobre, bo te wszystkie dni do czegoś mnie zbliżają. Jeszcze nie wiem, do czego, ale nie lubię, kiedy wszystko tak niemiłosiernie się dłuży, jak podczas czekania na szczepienie w poradni. Ale wracając. Kolejny weekend z rzędu spędzę w Zawierciu. To trochę jak sezon na urodziny/imieniny/rocznice/cokolwiek, co jest pretekstem do rodzinnej imprezy. W sumie to już się nie wściekam - jak na razie, bo moje ataki furii przychodzą nagle - ale i tak nadal jestem zdania, że lepiej byłoby zostać w domu (jak zawsze zresztą).
Jestem również lekko sfrustrowana, bo nie lubię wracać ze sklepu z niczym. W sumie nie jechałam po nic konkretnego, ale i tak złaziłam po tym pasażu tyle kilometrów, że coś mogłabym mieć. Niestety nie jestem człowiekiem szybkich decyzji, ale wierzę, że w najbliższej przyszłości uda mi się coś kupić. Może buty? Znowu mam fazę na buty ^^'

I jakoś tak się zdarzyło, że nie przyjdę jutro na angielski zaopatrzona jedynie w smutne spojrzenie. Planowałam przywlec się tam i jak co tydzień udawać sierotę (chociaż momentami to chyba wypływa z głębi mnie *cyniczne zerknięcie na test semestralny*), a wypracowanie jakoś tak... się napisało. Nawet nie wiem kiedy. Chyba nawet wczoraj. I w sumie fajnie, będę odbudowywać swoją reputację po tych 74%.
W ogóle to co jak co, ale nadal uważam, że Apple powinien mi za to wodolejstwo zapłacić.

Tak, pieprzeniem o niczym objawia się u mnie dobry humor.

♫ Arctic Monkeys - A Certain Romance

2 komentarze:

  1. wiedzialam, że kojarze cytat z tytulu! [; cóż, zdjęcie jest totalnie fajne, komuż to udalo się je cyknąć? ;d

    zakupy.. nigdy nie kupuję tego, po co pojechałam xd

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię kiedy pieprzysz o niczym ^^
    Macie jeszcze taki śnieg, że się zakopujecie w zaspach? oO'

    OdpowiedzUsuń