Wyruszamy wcześnie rano, o 13. Plan zwiedzania obejmuje ominięcie zabytków, za to wejście do Starbucksa. Konieczne okazuje się też wstąpienie do empiku, gdzie kupuję plakat z Kermitem z Muppetów.
W samym Starbucksie początkowo planujemy się lansować. Wychodzi z tego ponad godzina spędzona na gadaniu o różnych dziwnych rzeczach i osobach, między innymi o polonistce Izy. Podziwiam wystrój wnętrza.
Mniej więcej w 2/3 całej wycieczki orientuję się, że moje jedyne zdjęcia z całego wyjazdu przedstawiają żaglowce. Irytuję się na siebie, że w ogóle olewam istnienie aparatu, i na sam aparat, którego zoom odmawia współpracy, nie wiem, gdzie poprawić ekspozycję, a wizjer jest tak brudny, że nie widać przez niego prawie nic (na ekran słońce pada tak, że nie widzę na nim ZUPEŁNIE nic). Na odwal się robię 3 czy 4 zdjęcia i jest to koniec mojej współpracy z Canonem.
W drodze powrotnej mnie i Izie przypominają się Stare Czasy. Rozmawiamy o forach, fanfikach i Epulsie.
Wieczorem planujemy obejrzeć film, ten czas spędzamy jednak na oglądaniu demotywatorów. Czytamy też oba Zeszyty Bzdur, które wcale już nie są takie śmieszne. Mimo to rechoczemy jak głupie.
8.07
Do Warszawy postanawiamy dostać się Koleją Mazowiecką. Żegnamy się z przeziębioną Izą i z ważnym jeszcze całodobowym biletem wsiadamy do pociągu.Przy drugiej kontroli niezbyt miły pan informuje nas, że wsiedliśmy w innej strefie, a wysiadamy w innej, dlatego też nasze bilety są nieważne. Mimo naszych próśb i protestów zostajemy uraczeni karą. Stwierdzam, że szczęściem w nieszczęściu jest fakt, że to tylko po 60 zł.
Mamy jeszcze dosyć sporo czasu do odjazdu pociągu. Początkowo siedzimy i bolejemy nad koniecznością zapłaty grzywny. W końcu decydujemy się jednak zrobić coś innego. Wpychamy bagaże do skrytki na dworcu (o dziwo, zmieściły się wszystkie) i idziemy do Złotych Tarasów.
Pociąg spóźnia się chwilę. Po jego przyjeździe prawie od razu znajdujemy wolne miejsca. Przez chwilę wyobrażam sobie, że mamy złe bilety. Po jakimś czasie uspokajam się.
Droga mija nam na wspominaniu, jakbyśmy mieli oboje co najmniej po 60 lat więcej. Nie możemy odżałować tego, że ten tydzień minął tak szybko.
Też jestem przeziębiona.
♫ The Who - Baba O'Riley

o kurde, na prawdę były złe?
OdpowiedzUsuńugh, fuck, przepraszammmmmmmmmm -.-