4.12.2010

Nie od dziś wiem, że cierpię na przerost gruczołu empatycznego, dlatego też uważałam, że na pewno będę reagować mocniej niż niektóre znane mi osoby. Takiego totalnego olewactwa jednak się nie spodziewałam. Kompletnie. Mimo tego, co głosiłam jakiś czas temu, chyba jednak chciałabym wierzyć nadal w ludzi. Ale nie wiem, jak mogłabym po dzisiejszym dniu.
Niektórzy pewnie zechcą zarzucić mi overreacting i dziwną postawę. Ale tu nawet nie chodzi w całości o politykę (którą większość ludzi kwituje krótkim: 'Nie obchodzi mnie to'). Ciekawa jestem, czy komuś wpadło do głowy, jak czują się rodziny pozbawione bliskich. Jak czulibyście się wy, tracąc na przykład dziadka w takiej katastrofie? Mnie osobiście taka myśl przeraża. Moment samej śmierci też, nie umiałabym skłamać, że nie, ale ta pustka potem. Ten BRAK osoby. Kiedy wyobrażam sobie, w jakim stanie muszą być teraz bliscy zmarłych, łzy stają mi w oczach. Pewnie dlatego, że wiem, jak się czują po utracie kogoś.
Inna rzecz to aspekt medialno-polityczny. Wiem oczywiście, że do soboty większość moich rówieśników nie miała pojęcia, jak nazywa się Marszałek Sejmu, ale osobiście jestem na bieżąco z wiadomościami, zarówno z gazet, jak i telewizji oraz internetu, i zupełnie niewyobrażalny jest dla mnie brak pewnych osób na co dzień. To zniknięcie. Puf i nie ma. Putry, Gosiewskiego, Szczygło, Bochenek i oczywiście Kaczyńskich. Nie potrafię sobie tego wyobrazić.
Ogólnie to wszystko nie mieści mi się w głowie i czuję się całkowicie surrealistycznie. Zupełnie jakby doszła do mnie jakaś abstrakcyjna, niepojęta wiadomość. Jak to? Naprawdę? Niemożliwe, i już. Przeraża mnie spalenie się żywcem, brak najważniejszych osób w państwie i cierpienie ich bliskich. Nawet jeśli nie byłam i nie jestem za rządzącą partią i nie przepadałam za Kaczyńskim, to to jest tragedia osoby, prezydenta, który reprezentował wszystkie te 38,2 milionów osób. Prosty rachunek - mnie też.
Pewnie dlatego nie mieści mi się w głowie ludzka obojętność, jaką napotkałam dzisiaj, zupełnie inna od tego, co widziałam w telewizji i czytałam w internecie przez weekend. Brak jakiegokolwiek uczczenia tej tragedii minutą ciszy, brak podstawowej wiedzy o wypadku, weekendowa impreza, narzekanie na długość żałoby, komentarz G. ('Przez cały weekend w telewizji leciało to samo, więc miałam dużo czasu na sprawdzenie sprawdzianów' - mało brakowało, a wstałabym i wyszła). Brak elementarnych ludzkich odruchów. Już nawet nie mówię tu o obowiązkach obywatelskich, bo nie jestem właściwą osobą do oceniania tego. Ale totalne olanie? Śmianie się? Jak można? Pomijając już mój idealizm, któremu systematycznie wbijacie nóż w serce, przekonałam się jeszcze o totalnym braku wrażliwości. Przyznam, że obawiałam się trochę tego, ale nie spodziewałam się, że aż na taką skalę.

Inną sprawą jest, że zaczęłam zastanawiać się, czy naprawdę nie jestem patriotką. Ale to temat na zupełnie inną rozmowę i na pewno nie przeprowadzę jej tutaj. Chociaż dzisiaj zostawiam włączone komentarze, bo jestem ciekawa, czy zostanę wyzwana od złośliwych, uogólniających, stronniczych i wywyższających się małp.

A najbardziej przerażające w takich sytuacjach jest zawsze dla mnie to, że życie biegnie dalej.

6 komentarzy:

  1. Myślę, że ta niewrażliwość z którą się spotkałaś wynikać może z tego, że do większości jednak nie dociera, co się stało. Znaczy są świadomi, ale nie przyswoili tego jeszcze. Rozumiem twój zawód - również uważam, że szacunek powinien zostać okazany niezależnie od poglądów [swoją drogą może namówię rodziców byśmy się wybrali na pogrzeb albo na jakąś uroczystość, bo w sumie tak blisko i wypada], ale kiedy przyszłam dziś do szkoły mogłam prawie o tym zapomnieć, gdyby nie ta minuta ciszy [dwukrotna, bo zaczynaliśmy o różnych godzinach lekcje]. Muszę przyznać, że czułam się dziś jakby był dalej normalny poniedziałek i w sumie trudno jest być cały czas smutnym. Zwłaszcza, kiedy media wszystko nakręcają ludzie mają trochę dość i cóż, nie powiem, że nie jest to zrozumiałe. To jest przerażające, że to życie leci dalej i jak by nic odpytują mnie z matmy, lecz chyba trudno oczekiwać czegoś innego. Ale przyznam, że oglądając reakcje ludzi w telewizji, widząc te wszystkie flagi na ulicach, też po raz pierwszy od dawna poczułam się jakoś mm, dumna? związana? z naszym narodem. I chyba myślę, ze każdy się jednak jakoś przejmuje, chociaż nie wszyscy od razu ubiorą się na czarno, a za tydzień pewnie będą mówić jak po śmierci Jana Pawła II "nie płakałem po papieżu".

    Ech, wybacz, że tak chaotycznie, ale starałam się jakoś przekazać ci, co mi siedzi na ten temat w głowie na raz, a jest już trochę późno ^^' I na pewno nie jesteś złośliwą, uogólniającą, stronniczą czy wywyższającą się małpą, a twoje odruchy i odczucia są jak najbardziej ludzkie a nie overreacting.

    OdpowiedzUsuń
  2. Od czasu do czasu zaglądam na Twojego bloga i myślę, że właśnie przyszedł moment na to, by zabrać głos. Podpisuję się pod tą notką obiema rękami. To, co dzieje się od niespełna trzech dni w Polsce wydaje się być po prostu sennym koszmarem, który stopniowo się urzeczywistnia. Po prostu, pyk, i nagle powstaje spora wyrwa w polskiej polityce. Można by się spierać, czy rzeczywiście ofiary były "kwiatem polskiej inteligencji", dyskutować o tym, jakimi politykami byli i o tym, jakie zmiany czekają scenę polityczną naszego kraju (i bardzo mnie to interesuje, gdyż jestem osobą "siedzącą" w tym temacie). Ale jest to przede wszystkim olbrzymia tragedia ludzka, która w każdym powinna poruszyć jakieś pokłady empatii, współczucia, skłonić do przemyśleń nad własną egzystencją. Dlatego nie mieści mi się w głowie reakcja części naszego najbliższego otoczenia (u mnie generalnie było dość przyzwoicie - krótka uroczystość, minuta ciszy, ale znalazły się osoby, których to zachowania nie umiem skomentować kulturalnie). Ja rozumiem, że patriotyzm w dzisiejszych czasach to trudna sprawa. Nie musimy walczyć o niepodległość, przetrwanie, demokrację, wszystko mamy podane ładnie na talerzu, dlatego możemy do woli wybrzydzać. Sama też za wielką patriotkę się nie uważałam, wielokrotnie krytykowałam życie w Polsce, rząd, społeczeństwo (i zapewne nadal będę to robić), ale nie jestem w stanie pojąć, jak można być tak obojętnym wobec kraju w którym się żyje (już nie mówię o obojętności wobec drugiej ludzkiej istoty), wobec kraju który zapewnia ci choćby darmową służbę zdrowia czy darmowe szkolnictwo, i to właściwie w zamian za co? Bo przecież, jak mniemam, chodzi Ci Magdo o reakcję grupy ludzi w naszym wieku, czyli osób które raczej nie pracują i podatków chyba póki co nie płacą. Szkoda, że choćby ze względu na to, oraz ze względu na pamięć o milionach ludzi, którzy walczyli i umierali za Polskę, niektórzy nie są w stanie wykrzesać z siebie odrobiny szacunku i pochylić głowę.
    Być może w tym co mówię jest zbyt wiele patosu i za bardzo to wszystko przejaskrawiam, ale nie umiem funkcjonować jak zawsze, przejść obojętnie i bez emocji obok tego, co się właśnie dzieje. Ludzie, wychylcie nosy ze swoich małych rzeczywistości przepełnionymi codziennymi sprawami i problemami, na naszych oczach tworzy się historia oznaczona ludzką tragedią, cały świat kieruje oczy na Polskę i przesyła wyrazy współczucia. Dlaczego niektórzy więc nie są w stanie zdobyć się nawet na drobny gest? Tyle z mojej strony.

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam wrażenie, że wpadam w patetyczne tony, a nie chciałabym brzmieć, jakbym krytykowała każdego dookoła z poczuciem absolutnej wyższości. Odniosłam się do zachowania, które według mnie po prostu nie przystoi człowiekowi (podobno) myślącemu, ale nie znaczy to na szczęście, że wszyscy się 'wykazali'. Nie ukrywam, że sama jakoś nie umiem się po tym wszystkim pozbierać i jest mi z tym dosyć ciężko. Myślę, że większość osób nie zareagowała aż tak mocno jak ja i nie wymagam tego (chociaż pewnie po tej notce niektórzy sądzą, że żądam co najmniej pełznięcia na kolanach do Warszawy i noszenia się na czarno przez miesiąc), ale podobnie jak Ty uważam, że szacunek się należy. Można było, tak jak ja, nie popierać poglądów Kaczyńskiego i jego metod rządzenia, ale takie osobiste animozje są jak dla mnie mniej ważne od funkcji, jaką pełnił. Przecież w końcu reprezentował nas wszystkich, obejmując urząd prezydenta. Rozgraniczenie tych rzeczy jest kluczowe, ale niestety nie dla wszystkich klarowne - wystarczy poczytać trochę komentarzy w internecie.
    A obojętności po prostu nie toleruję. Nie rozumiem, jak można nie mieć zdania na pewne tematy. Nie wierzę w to, że pewne osoby nigdy nie zastanawiały się nad trudnymi sprawami, takimi jak ta, i po prostu zbywają to krótkim 'nie wiem'. Ale oczywiście są, a raczej były, przeciwko Kaczyńskiemu, bo wszyscy byli, bo to modne, bycie antyPiSowskim.

    Poczucie tworzenia się ważnej części historii na naszych oczach jest dla mnie trochę przytłaczające. W jakiś sposób czuję się współodpowiedzialna za uprzednią nagonkę na prezydenta, idiotyczne spory i teraz rozdzieranie szat nad miejscem pochówku. Nie umiem niestety tego dobrze wyjaśnić, cały ten komentarz jest zresztą tak chaotyczny, jak niepoukładana mentalnie czuję się od paru dni, ale mam nadzieję, że rozumiesz, o co mi chodzi.

    Jak już trochę się poukładam, mam nadzieję sklecić coś mądrzejszego.
    Dzięki za komentarz :)

    OdpowiedzUsuń
  4. + naprawdę polecam, warto zajrzeć: http://jakzyc.wordpress.com/2010/04/13/jak-wylansowac-sie-na-narodowej-tragedii/

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, rozumiem o co Ci chodzi, myślę jednak że coś takiego jest nieuniknione w przypadku funkcjonowania w systemie demokratycznym; ale fakt faktem, zbyt często normalna polemika przechodzi w nagonkę i szkoda tylko, że potrzeba czegoś tak tragicznego, by choć na chwilę się zatrzymać i zastanowić nad zasadami działania naszego życia politycznego. Sporo do zarzucenia mam też mediom, nie wiem czy zauważyłaś, ale brakuje trochę takiej stacji telewizyjnej/gazety "pośrodku", która nie podsycałaby tych sporów. No a przecież to tylko jeden z niewielu czynników powodujących, że nasze zachowanie wygląda tak, jak wygląda.
    Co do Wawelu, pomysł może rzeczywiście nie najlepszy, ale raczej sama nie zdobyłabym się na udział w manifestacji, które odbywają się teraz w Krakowie. Klamka zapadła, a wraz z rozpoczęciem tego sporu skończyła się żałoba. Trochę to przykre, tym bardziej że w niektórych sytuacjach jestem niepoprawną idealistką, ale naprawdę myślałam, że to wszystko potrwa trochę dłużej.
    To otępienie społeczeństwa, w ogóle dzisiejszych pokoleń jest przerażające. Oczywiście, nie chcę uogólniać, ale mam wrażenie że skoro na okrągło, praktycznie 24/7 jesteśmy bombardowani wiadomościami o różnych tragediach, katastrofach, to stajemy się na to coraz bardziej obojętni. Czasem w przypadku niektórych osób zastanawiam się, co takiego musiałoby się stać, by ktoś taki się "obudził".
    Pytanie: wybierasz się na pogrzeb/ uroczystości sobotnie?

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie, nie byłam, i trochę mi szkoda, chociaż w Krakowie pewnie nie załapałabym się nawet na miejsce w pobliżu Rynku. Gdybym miała bliżej do Warszawy, to chętnie wybrałabym się w zeszłym tygodniu do Pałacu Prezydenckiego. Ale niestety nie wszystko można zrobić.

    Jeśli chodzi o media, to nie zdawałam sobie sprawy, że aż tak mocno nami manipulują. Naprawdę. Pewnie dlatego, że też jestem idealistką, wierzyłam, że pewne rzeczy są obiektywne, bo po prostu muszą. No ale cóż.
    A gazety pośrodku mi brakuje. Chętnie poczytałabym czasem coś bezstronnego albo chociaż nie wdającego się tak mocno, a w zasadzie podsycającego spory.

    Co do tych niektórych osób, to mam wrażenie, że niektórzy nigdy się nie "obudzą". Chociaż chciałabym się mylić.

    Przepraszam, że tak późno odpisuję.

    OdpowiedzUsuń