
Powyżej mój ukochany alfabet, który niezmiennie zachwyca mnie swoją całkowitą niezrozumiałością (dlatego też nie wiem, czy chcę się uczyć arabskiego, bo może wtedy stracić swój urok) i odmiennością. I Morze Martwe. Wiedziałam, że będę to fajnie wspominać po powrocie. Zawsze jest to samo, nawet Hiszpania czy Bułgaria są teraz idylliczne (i wcale nie zapomniałam o braku pieniędzy, braku jedzenia, braku pieniędzy na telefonie i ogólnym braku wszystkiego, oczywiście poza słońcem i wodą). Ale to w sumie nawet dobrze, głupio by było żałować.
Ogólnie jest mi szalenie wakacyjnie, co jest dosyć dziwnym uczuciem przy dziesięciu stopniach mrozu, sprawdzianie z biologii i nawet siedzeniu przy komputerze. Mam wrażenie, że zaraz mnie wyrwie i pójdę na plażę/koncert/cokolwiek i kompletnie nie wiem, co ze sobą zrobić.
Ale to nie jest złe, choćby dlatego, że przestałam rozpatrywać te dwie sprawy sprzed miliona lat (i egzaminy). Mimo wszystko pluję sobie w brodę - jak ja mogłam się tym przejąć? Głupia ty, pewnie byś zdała, gdyby nie nieumiejętność wyłączenia myślenia.
co się nie tyczy delfa *nieokreślona mina, pomiędzy histerycznym śmiechem a potwornym wstydem*Myślę, że wolę dni zajęte, kiedy dzieje się dużo i ciągle, bo ta zimowo-pięciolekcyjna bezczynność mnie powoli zabijała. Mam nadzieję, że wiosna szybko przyjdzie, tak jak matura, i będę wolna od tego wszystkiego.
Zawsze się zastanawiałam, jak to jest, mieć wrogów, no i proszę, marzenia się spełniają :o
♫♫♪ The Dead Weather - Blue Blood Blues