12.01.2010

Nie mogę zdzierżyć myśli, że tam było 50 stopni więcej. Nie potrafię.
Chociaż i tak jak zwykle nie jest tak źle, kiedy już przychodzi mróz. Najgorsze są te momenty przejściowe. Nie cierpię nieokreśloności, również w pogodzie.

W każdym razie wreszcie jest grudzień i postanowiłam się ogarnąć. Szkoda tylko, że nie mieszkam sama, albo chociaż że nie ma tu spokoju. Ciężko jest cokolwiek zrobić, kiedy po wykonaniu rozmaitych prac domowych, jak zwykle, wszyscy wrzeszczą, nie dając się skupić. Ale właśnie po to muszę to napisać, żeby tak dłużej nie było.
O rany, rozniesie mnie zaraz wewnętrznie.

Dzisiaj dowiedziałam się, że w Anglii każdy profilaktycznie powinien brać Prozac. Zachęcająco.

Strasznie cieszę się, że będę mogła uczestniczyć w czymś takim jak olimpiada lingwistyczna. Bardzo podoba mi się sam pomysł tego.

Wreszcie znalazłam tę durną sukienkę. Niech tylko cokolwiek spróbuje się nie udać. Wszystko musi pójść dobrze, byleby już mieć spokój. Od 'mojego pierwszego prawdziwego balu' też już by można, swoją drogą (zaproszenia...). Najwyraźniej jestem tak naprawdę mężczyzną, bo mam to totalnie gdzieś, chociaż jak zwykle nadmiernie się przejmuję - ach ta logika. Byleby kupić ładne buty i móc nosić potem. Ale nie za wysokie, bo tuż po studniówce wyjazd na deskę ;]

Błagam, nie zagipsowywujcie mnie. Ja już nie będę narzekać.

Znowu niczego nie słucham, więc bez motta/myśli przewodniej/błyskotliwego cytatu/whatever.

11.25.2010

Bilans ostatnich dni przedstawia się nadzwyczaj miernie. Nie robię nic poza klepaniem w komputer z książką na kolanach. Nawet nie zmyłam paznokci. Pocieszam się, że to coroczna przykrość zwana listopadem, i z ciastkami czekoladowymi nadal gapię w ekran. Przecież zaraz wyłączę. A jutro już jest piątek i tylko geografia, bez siedzenia do 15.10 w szkole.

Byle móc się wreszcie ogarnąć.

11.16.2010

I could really use a wish right now

Jeśli chodzi o moje fakultety, to jestem jak Hermiona, w dwóch miejscach w tym samym czasie; co więcej, wreszcie jest to w pełni oficjalne i mogłam oddać mój zmieniacz czasu.

Okropnie męczy mnie przymusowe noszenie glanów, a to dopiero niecały tydzień. Jeszcze ponad dwa, w najlepszym wypadku. A wszystko to przez i dla obcasów.

Mam fazę na refren głupiej piosenki z pseudoliterackim tekstem, jutro znienawidzoną zerówkę, niewypełnianą aplikację i zmianę planowego uniwersytetu, fantastycznie okropną pluszową czerwoną najeżkę, rozpisane wszystkie godziny jazd oraz cały deskowy komplet (a podobno ma nie być w tym roku śniegu). Nie mam natomiast talentu do hodowania i opieki nad roślinami i chyba trochę brak mi też... zdecydowania? I cierpliwości do pełnoletnich ludzi z klasy z ich dorosłymi problemami. Chyba tylko ja nie jestem dorosła po osiemnastych urodzinach; sporo mi do tego brakuje.
No ale tyle razy już to omawialiśmy (i omawiałyśmy) w różnych konfiguracjach, że naprawdę szkoda klawiatury.

♫♫♪ B.O.B. ft Hayley Williams - Airplanes