12.01.2010

Nie mogę zdzierżyć myśli, że tam było 50 stopni więcej. Nie potrafię.
Chociaż i tak jak zwykle nie jest tak źle, kiedy już przychodzi mróz. Najgorsze są te momenty przejściowe. Nie cierpię nieokreśloności, również w pogodzie.

W każdym razie wreszcie jest grudzień i postanowiłam się ogarnąć. Szkoda tylko, że nie mieszkam sama, albo chociaż że nie ma tu spokoju. Ciężko jest cokolwiek zrobić, kiedy po wykonaniu rozmaitych prac domowych, jak zwykle, wszyscy wrzeszczą, nie dając się skupić. Ale właśnie po to muszę to napisać, żeby tak dłużej nie było.
O rany, rozniesie mnie zaraz wewnętrznie.

Dzisiaj dowiedziałam się, że w Anglii każdy profilaktycznie powinien brać Prozac. Zachęcająco.

Strasznie cieszę się, że będę mogła uczestniczyć w czymś takim jak olimpiada lingwistyczna. Bardzo podoba mi się sam pomysł tego.

Wreszcie znalazłam tę durną sukienkę. Niech tylko cokolwiek spróbuje się nie udać. Wszystko musi pójść dobrze, byleby już mieć spokój. Od 'mojego pierwszego prawdziwego balu' też już by można, swoją drogą (zaproszenia...). Najwyraźniej jestem tak naprawdę mężczyzną, bo mam to totalnie gdzieś, chociaż jak zwykle nadmiernie się przejmuję - ach ta logika. Byleby kupić ładne buty i móc nosić potem. Ale nie za wysokie, bo tuż po studniówce wyjazd na deskę ;]

Błagam, nie zagipsowywujcie mnie. Ja już nie będę narzekać.

Znowu niczego nie słucham, więc bez motta/myśli przewodniej/błyskotliwego cytatu/whatever.

7 komentarzy:

  1. Heh i osiągnęłam odwrotny skutek od zamierzonego- chciałam cię podnieść na duchu, a nie wywołać wyrzuty sumienia :D

    Ej olimpiada lingwistyczna jest milion razy lepsza od olimpiady z polskiego, do której usilnie zachęcała mnie [i parę innych osób] moja polonistka. Jej jedynym minusem jest to, że niewiele daje -.-

    Studniówkaa, fak, dalej nie mam kiecki, siet siet. O butach nie muszę chyba wspominać? W ogóle też mam to 'gdzieś' i jednocześnie nie, bo przecież w końcu jakoś to trzeba przeżyć i się pokazać, bo to jedna wielka pokazówa przecież. Gosh, ależ ja jestem negatywnie nastawiona do tego.

    OdpowiedzUsuń
  2. E tam, wyluzuj i tak nikt prawie nie czyta mojego bs, więc możesz spamować ile chcesz, zwłaszcza jeśli ten spam to całkiem rozsądna rozmowa *wink* Nowa notka będzie, jak będzie coś ciekawego do opisania i mnie najdzie ochota, a ostatnio to jakiś deficyt.

    To już w ten piątek jest ta olimpiada? O fak, to jakoś zupełnie wyleciało mi z głowy, echh. Pewnie już się nie można zapisać -.-

    Będą patrzeć na wszystko, to oczywiste, ale ja sądzę, że powinnaś bardziej wierzyć w siebie. Nie wszyscy jednak mają takie osiągnięcia jak ty i chociaż wymagasz od siebie dużo więcej, to uwierz mi, to już jest dużo. Więcej niż ja na pewno :)

    U nas sprawa ze studniówką jest jednak trochę inna. Z jednej strony niby ćwiczymy poloneza już od września (porażka) i niby każdy coś tam napomyka im bliżej do terminu, ale w gruncie rzeczy to nie robi się z tego jakieś halo. Jak były połowinki (czy jak tam wolisz: półmetek) to w ogóle nikt się tym nie przejął i bardzo mało osób poszło.
    Koszt całej imprezy faktycznie wychodzi duży, no ale w naszym przypadku te 350 zł jest zrozumiałe, bo robimy jednak w Warszawie, a słyszałam już o innych szkołach, co robią gdzieś tam pod i wcale nie płacą mniej. Zastanawiam się poważnie czy sobie nie wypożyczyć sukienki, ponieważ nie sądzę bym założyła ją drugi raz [nie lubię tego stylu tych sukienek studniówkowych], ale jeszcze zobaczymy. Właściwie jestem mało skłonna do wydawania pieniędzy na bal, na którym, jestem pewna, będę się średnio bawiła. Gdybym jeszcze bardziej lubiła moją klasę, no to może, ale tak... Trochę to dziwne dla mnie, będziemy wszyscy ładnie wyglądać i się obgadywać przez następny miesiąc, co kto ubrał i jak się zachowywał .

    OdpowiedzUsuń
  3. dobra, chyba czas się ujawnić. choć jestem totalnie śpiąca i właściwie nie stworzę nic, co byś chciała przeczytać. a ja się cieszę, że żadna z Was nie przestała pisywać na bs, choćby czasem.
    i nie mam jeszcze sukienki na studniówkę! reszty też nie, o chęci pójścia na to party nie wspominając. tyle, że nagle wszyscy zaczęli marudzić na studniówkę i właściwie to trochę wkurzające, jakiś nowy trend czy coś? wcale nie chcę być 'trendi' i grzecznie tańczę poloneza i martwię się kiecką. moja szkoła robi bal 'pod kasztanami'. zabrze jeździ do rusy. gliwice do zabrza. ciekawe, dokąd jeździ ruda? wow, nawet nie słyszałam o olimpiadzie lingwistycznej oO I wcale nie jest dobrze, jak przychodzi mróz! ślizgasz się lecąc na przystanek, rano ciężko myślisz, co jeszcze włożyć, żeby nie zmarznąć, a ten cholerny chłód zawsze wie jak dojść do nadgarstka czy skrawka szyi. kończę, bo kręci mi się w głowie

    OdpowiedzUsuń
  4. wiesz, może to i trend, ale w takim razie w mojej klasie jestem outsiderem. wkurza mnie już to wszystko po prostu.
    no i jakbym się nie przejmowała, to nie robiłabym takich dziwnych rzeczy jak np kupno drugiej sukienki i bieganie za odpowiednimi butami, i dobieranie dodatków. więc jak zwykle jestem hipokrytką.

    i nie zamierzam przestać pisać, tylko tak straszę. ale i tak mam wrażenie, że tylko wy dwie wchodzicie na mojego bloga. teraz wszyscy siedzą na facebooku, blogspot chyba jest passe.

    ech, co za głupi dzień.

    OdpowiedzUsuń
  5. czemu głupi? ja mam czarne, masakrycznie czarne poniedziałki...
    ano, internetowe mody mijają. nie pamiętam, kiedy byłam na jakimś fotoblogu, choć je lubiłam, nk to przeżytek, ale łatwo można się porozumiewać z klasą, łatwiej niż na fb zazwyczaj. w gimnazjum wszyscy siedzieli na jakimś innym społecznościowym. jak dla mnie - liczy się, żeby był kontakt. z Tobą mam go tu. mniej więcej :D
    btw, gdzie kupiłaś sukienki? ;P

    OdpowiedzUsuń
  6. jedną na allegro, drugą i aktualną w H&M na wyprzedaży.

    poniedziałki mnie nie ruszają, tylko jakaś taka jestem dzisiaj dziwna.

    no i facebook w ogóle nie jest poruszający dla mnie. owszem, mam konto, ale to dawna historia i nawet hasła brak. i tak byłam tam tylko raz, te kilka lat temu, kiedy to założyłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. wiemwiem, pamiętam, że pisałaś o lawinie maili z fb. allegro powiadasz. kiedyś szukałąm, ale się poddałąm. jakoś nie mam przekonania do kupowania ubrania, którego nie mogę przymierzyć. hm. ale coś mi się zdaje, że zaraz zacznę panikować, więc póki co, może jednak tam zajrzę. idę poczytać kolejną notkę uhaha

    OdpowiedzUsuń