Jednak jest przykro wracać, mimo wszystko. Ale na szczęście szykuje się jeszcze parę wyjazdów.No i usunięcie NK było wczoraj dobrym testem socjologicznym. :)
♫♫♪ Arctic Monkeys - Pretty Visitors
Podobno idealne wakacje polegają na robieniu czegoś zupełnie przeciwnego niż na co dzień. Ten wyjazd na pewno nie jest idealny, ale wstaję w południe, nie ruszam się na tyle, że utyłam, nie chcę nawet zwiedzać, praktycznie nic nie czytam i w zasadzie nie myślę. Tak szczerze, to coś w tym jest.
Jestem bardzo zadowolona, że tym razem przed wyjazdem włączyłam większy format zdjęć. Tym razem nie będzie już problemów technicznych z wywołaniem formatu 30x20 cm. :)
Cóż, najwyraźniej będą straty liczone w zębach. Chociaż nadal nie do końca podoba mi się ten pomysł, co jest chyba zrozumiałe.
W sumie to od kiedy wgrałam zdjęcie, straciłam pomysł na notkę. Wspomnę więc chaotycznie o tym, co miało tu być: plan wczesnego kładzenia się spać najwyraźniej runął, ale i tak czuję się o niebo lepiej niż w czerwcu. Biologia od ośmiu dni idzie sobie swoim tempem i zapowiada się obiecująco. Generalnie dużo się denerwuję, ale chyba nie więcej niż będąc w Zabrzu (całe szczęście galopująca głupota nie podążyła za mną); poza tym i tak niedługo wracam już. I zarabiam, a to w tym roku wyjątkowo ważne. We wtorek wyjazd, co prawda z rodziną, ale za granicę, nad morze, więc bilans jest oczywisty. Na całe szczęście wakacje mam w tym roku zaplanowane genialnie i nie mam czasu na narzekanie. W ogóle od dawna mam wyrzuty sumienia, narzekając.
Boże, niech ten Opener się już skończy, bo nie wytrzymam. Jeszcze Jack jest jutro/dzisiaj. Nawet Muse nie jest warte tego, ale było już trochę za późno na zmianę planów.