6.16.2010

Przepraszam za odgrzewanego kotleta. Na swoje usprawiedliwienie przypomnę, że to zdjęcie było w polecanych na Fotoblogu i dlatego powinniście mi je wybaczyć.

Odnoszę wrażenie, że nie mam się za bardzo po co kłaść, bo jutro okaże się tak bardzo z dupy, jak kończy się dzisiaj. Nie jest to szczególnie motywujące, samotne osiem godzin w szkole też nie bardzo. I osiem bezsensownych lekcji. Zresztą jakiś czas temu popadłam już w taką stagnację, że nie umiałabym chyba zająć się niczym konkretnym. Wiem, że nikogo to tak naprawdę nie interesuje - nigdy nie dostałam nawet subtelnej oznaki zainteresowania, gdy mówiłam to, co padnie zaraz - ale mam dosyć, czuję się okropnie zmęczona i potrzebuję odpoczynku. Może napisanie tego tutaj da mi trochę ulgi. A zresztą nieważne. I tak nikt mnie nie słucha. Nie wiem, co mam w sobie takiego, że mnóstwo osób lubi do mnie mówić, a kiedy ja sama zaczynam, zawsze przerywa mi się w pół słowa. Ledwo otworzę usta, każdemu już przypomina się coś ważnego o nim samym. Ostatnio obserwuję to ciągle, szczególnie w domu. Jestem od tego jeszcze bardziej sfrustrowana.

W najbliższym czasie planuję zrobić sobie jakąś przyjemność, żeby wynagrodzić się za ten rok szkolny, a przynajmniej jego końcówkę. Póki co na liście jest kupienie sobie książki, zakupy ciuchowe, wyjście na zdjęcia z panią Olą (nie wierzę, jak mogłam tak dawno nie być w terenie) i nażarcie się zestawem z McDonalda. Rozważam też wyjście do kina. Szkoda, że nocny maraton jest w piątek, a nie w sobotę. Rozwaliłby mi kompletnie dzień i nie myślałabym na angielskim, a tego nie chcę. Poza tym przy moim obecnym, końcoworocznym poziomie wyspania nie wytrzymałabym pewnie nawet do północy. Chociaż parę filmów bym zobaczyła. Może wybiorę się na coś normalnie? I jeszcze przydałoby się parę kosmetyków.
W gruncie rzeczy jestem egoistką i zawsze byłam. Całkiem mi z tym dobrze, nie powiem.

A po tym, jak odpoczywanie zacznie mnie męczyć, czeka na mnie biologia. I z tym też mi całkiem dobrze, bo to świadomy wybór, a poza tym przyszłościowy.

Jestem obecnie w leniwo-cynicznym nastroju, a to nie jest typowy humor dla roku szkolnego. Bardziej pasuje do wakacji, ale tej części, kiedy przebywam długo sama ze sobą. W zasadzie cały dzisiejszy dzień czuję się wakacyjne. Na szczęście jeszcze tylko dwa dni.

1 komentarz:

  1. szumięszumięszumię. nie wiem, czy wiesz, że nadal pilnie czytam Twoje notki. często mam ochotę z Tobą porozmawiać albo chociaż walnąć tu jakąś krzepiącą epistołę. ale nie sądzę, żebym potrafiła napisać cokolwiek podnoszącego na duchu. chociaż bardzo bardzo chcę. ostatni czas, zwłaszcza ostatni miesiąc, a już w szczególności ostatni tydzień dały mi mocno popalić. spanie 4h na dobę to było dużo, weszło mi w nawyk spać po dwie. a i tak właściwie nic nie jest jak być powinno. martwię się o wyniki paru rzeczy. też zamierzam sobie powetować choćby część tych katastrof, przemęczeń i nerwów. ba. chyba chciałabym móc Cię jakoś wspomóc dobrym słowem, bo myślę, że dobrze wiem, jak to jest mieć Dość. ale nie lubię się wywnętrzać w komentarzaaaaaaaaach co właściwie aktualnie czynię -.-

    OdpowiedzUsuń