3.10.2011

Znowu siada napęd... Akurat jak naszło mnie na notkę, a zdjęcia z 2010 straszą beznadziejnością i byciem dodawanymi już 28038292719 razy. Fajnie byłoby stwierdzić, że jednak jeszcze jest we mnie trochę kreatywności, i wyjść dokądś z tym aparatem.

Może jednak przełożyć ten egzamin? Zachoruję na nerwicę, jak będę musiała oglądać pytania testowe jeszcze 18 dni. I tak dobrze, że w końcu do tego siadłam. Zważywszy na fakt, że nie mam siły ciągle wstawać od biurka i się podnosić, wykorzystałam to niecnie do samounicestwienia, ale chyba nawet już mnie wystarczy. Ratunku, czy ja dobrze zrobiłam, że dałam się namówić na to? :/

Za nieco ponad dwa miesiące będzie po wszystkim.

I znowu nic nie słucham. Paranoja, dopiero niedawno zauważyłam, że od grudnia nie mam ściągniętego scrobblera last.fm. Ale z drugiej strony, jedno miejsce mniej...

2.28.2011

Z jednej strony to dobrze, że już koniec lutego. Wreszcie robi się cieplej, świat wyłazi spod śniegu i świeci słońce. Z drugiej, zostały tylko ledwie ponad dwa miesiące; ta perspektywa jest przerażająca.
Na szczęście zebrałam się do powtórek, przeprowadziłam wiosenne porządki w pokoju i głowie i nawet mam chęć wychodzenia na dwór, więc mija mi ten dziwny stan zimowy. Tyle na razie wystarczy. Zresztą i tak będzie dobrze. :)

2.16.2011

I wouldn't leave a trace

Powyżej mój ukochany alfabet, który niezmiennie zachwyca mnie swoją całkowitą niezrozumiałością (dlatego też nie wiem, czy chcę się uczyć arabskiego, bo może wtedy stracić swój urok) i odmiennością. I Morze Martwe. Wiedziałam, że będę to fajnie wspominać po powrocie. Zawsze jest to samo, nawet Hiszpania czy Bułgaria są teraz idylliczne (i wcale nie zapomniałam o braku pieniędzy, braku jedzenia, braku pieniędzy na telefonie i ogólnym braku wszystkiego, oczywiście poza słońcem i wodą). Ale to w sumie nawet dobrze, głupio by było żałować.

Ogólnie jest mi szalenie wakacyjnie, co jest dosyć dziwnym uczuciem przy dziesięciu stopniach mrozu, sprawdzianie z biologii i nawet siedzeniu przy komputerze. Mam wrażenie, że zaraz mnie wyrwie i pójdę na plażę/koncert/cokolwiek i kompletnie nie wiem, co ze sobą zrobić.
Ale to nie jest złe, choćby dlatego, że przestałam rozpatrywać te dwie sprawy sprzed miliona lat (i egzaminy). Mimo wszystko pluję sobie w brodę - jak ja mogłam się tym przejąć? Głupia ty, pewnie byś zdała, gdyby nie nieumiejętność wyłączenia myślenia. co się nie tyczy delfa *nieokreślona mina, pomiędzy histerycznym śmiechem a potwornym wstydem*

Myślę, że wolę dni zajęte, kiedy dzieje się dużo i ciągle, bo ta zimowo-pięciolekcyjna bezczynność mnie powoli zabijała. Mam nadzieję, że wiosna szybko przyjdzie, tak jak matura, i będę wolna od tego wszystkiego.

Zawsze się zastanawiałam, jak to jest, mieć wrogów, no i proszę, marzenia się spełniają :o

♫♫♪ The Dead Weather - Blue Blood Blues