9.13.2011
Przedwyjazdowo i znowu bez muzyki
Jako że siedzę przy komputerze codziennie, a życie zaczyna nabierać tempa, wypadałoby coś napisać (oczywiście widać, że ciągle nie mam weny na opis Turcji; zdarza się).
Tak więc przygotowuję się. Jak zwykle wszędzie wpycham swoje organizatorskie zapędy, poza tym szykuję się do pakowania i jestem męczona przez rodzinę (ratunku, trzeba było wybrać tę Australię). Nagle okazuje się, że zna mnie w niej więcej osób niż rodzice i brat i wszyscy zapewniają, że koniecznie będę musiała się z nimi kontaktować i o-boże-jak-to-nie-widzieć-cię-trzy-miesiące-co-za-tragedia (jeszcze rozumiem tych najbliższych, ale resztę zazwyczaj spotykałam nie częściej niż co kwartał). Plus straszenie tym nieszczęsnym Skype'em i spędem rodzinnym na święta (jeszcze nigdy nie stresowałam się tym we wrześniu, co za paranoja, mam już odruch wymiotny na myśl o tym). Wszystko to sprawia, że bardzo chciałabym już być tam, chociaż włącza mi się trochę sentymentalizmu i smutku co do opuszczania swojego pokoju.
Z drugiej strony za to czeka zawalenie sobie transportu z lotniska (:P), harmonogram welcome week, utrzymywanie się samodzielnie, wybieranie przedmiotów, poznawanie ludzi, blokada językowa (albo mieszanie słów angielskich i francuskich), 15 stopni i deszcz, dwie walizki i trochę strachu, ale większość ekscytacji. Bo przecież w końcu będzie kiedyś i za tydzień będę już pisać STAMTĄD. I to bez aparatu!!!
A jakieś takie ostateczne było w tym wszystkim sprzedanie książek i ostatnie wyjście ze szkoły. Czas się odciąć w końcu od tego i zacząć żyć od nowa.
Nie wierzę sama sobie, że ciągle jeszcze się przejmuję, mam nadzieję, że niedługo już nie będzie czasu na to i zapomnę, albo przynajmniej zepchnę w głębokie rejony pamięci.
Męczy człowieka ostatnio ten tatuaż, trzeba przeczekać, chociaż ja nie jestem, z drugiej strony, osobą skrupulatnie planującą. Tymczasem nastała era kosmetykomanii, co jest oczywistą przeszkodą.
9.05.2011
bezmuzycznie
Po wszelkich przestronnych, pełnych przestrzeni do oddychania meczetach na widok kapiącej złotem i oblepionej posągami Jasnej Góry ogarnia mnie obrzydzenie.
Dziwny dzień. Miał być pierwszym z serii cyklu opowieści, a stał się ohydnym praniem brudów, trapiących mnie już od ponad roku i ciągle nierozwiązanych. Nadal męczy mnie, o co tak właściwie chodziło, i nadal wracają do mnie tamte emocje, jednak póki co najważniejsza jest odpowiedź na fundamentalne pytanie - czy popełniam jakiś błąd w kontaktach z ludźmi? Jeśli tak, jaki to błąd? Zawsze zdawało mi się, że jestem mało konfliktowa, tymczasem przed wyjazdem trzeba zrewidować te poglądy, żeby nie popełniać znowu tych samych pomyłek.
I owszem, absolutnie niczego nie wyjaśnia kolejna taka rozmowa, jednak kiedyś w końcu chcę ją doprowadzić do końca i zacząć żyć nowymi sprawami.
Przykre to trochę.
Teraz zauważyłam, że czcionka nagłówkowa ma francuskie znaki. Uczciłam to chwilą ciszy, jako że francuskiego już koniec... [*] A może nie uda mi się go całkiem zapomnieć? Wypadałoby coś z tym zrobić na miejscu, póki co przeraża mnie, jak wielu rzeczy nie wiem w angielskim. Ale za to w końcu będę mieć fajne i interesujące przedmioty, tyle lat na to czekałam.
Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na ostateczny i nieodwołalny koniec mojego metalowego nazębnego wroga! Nawet śni mi się już zdejmowanie tego, a prawdopodobnie już w przyszłym tygodniu będzie po wszystkim. W KOŃCU.
Dziwny dzień. Miał być pierwszym z serii cyklu opowieści, a stał się ohydnym praniem brudów, trapiących mnie już od ponad roku i ciągle nierozwiązanych. Nadal męczy mnie, o co tak właściwie chodziło, i nadal wracają do mnie tamte emocje, jednak póki co najważniejsza jest odpowiedź na fundamentalne pytanie - czy popełniam jakiś błąd w kontaktach z ludźmi? Jeśli tak, jaki to błąd? Zawsze zdawało mi się, że jestem mało konfliktowa, tymczasem przed wyjazdem trzeba zrewidować te poglądy, żeby nie popełniać znowu tych samych pomyłek.
I owszem, absolutnie niczego nie wyjaśnia kolejna taka rozmowa, jednak kiedyś w końcu chcę ją doprowadzić do końca i zacząć żyć nowymi sprawami.
Przykre to trochę.
Teraz zauważyłam, że czcionka nagłówkowa ma francuskie znaki. Uczciłam to chwilą ciszy, jako że francuskiego już koniec... [*] A może nie uda mi się go całkiem zapomnieć? Wypadałoby coś z tym zrobić na miejscu, póki co przeraża mnie, jak wielu rzeczy nie wiem w angielskim. Ale za to w końcu będę mieć fajne i interesujące przedmioty, tyle lat na to czekałam.
Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na ostateczny i nieodwołalny koniec mojego metalowego nazębnego wroga! Nawet śni mi się już zdejmowanie tego, a prawdopodobnie już w przyszłym tygodniu będzie po wszystkim. W KOŃCU.
8.26.2011
And it's really nice, but you don't understand
Nie umiem się ukrywać i kamuflować. oO Nawet jak wpadłam na pomysł fajnego bloga tematycznego, to źle czuję się, będąc zobowiązaną do konkretnej stylistyki. Tak więc witam ponownie.
Dużo zmian zaszło we mnie samej przez ten czas. Przede wszystkim nabrałam jeszcze więcej dystansu (chociaż były sytuacje doprowadzające do gwałtownego migotania przedsionków, w ostatecznym rozrachunku w ogóle tych nerwów niewarte; jak zwykle). Poza tym odkryłam, że z długimi włosami można coś robić, znowu zmieniłam kolor (chociaż nadal mam ambiwalentne uczucia, rudy pasował do mojego charakteru, i nie chodzi tu o te tandetne stereotypy o złośliwości), wyleczyłam paznokcie, troszkę się opaliłam, uczę się opanowywać ataki złego humoru oraz mówić jasno o tym, czego chcę i co jest nie tak. Odreagowałam psychicznie po szkole (a może i całych sześciu latach) i zamknęłam ten etap kategorycznie, pokładając wielką nadzieję w studiach i swoim otwierającym się powoli na ludzi charakterze.
Obecnie mój czas zaprzątają dylematy co do pakowania się, zarządzam wszystkim i organizuję, boleję nad angielskim, zapewniam, że jeszcze kiedyś wrócę, a więc spełnia się to, czego chciałam od tak dawna - wyprowadzam się i zaczynam swoje własne życie od nowa, tym razem bogatsza o pewne spostrzeżenia co do przyjaźni, zazdrości i wrodzonej wredoty. Wierzę, że będzie lepiej, w końcu będę mieszkać nad morzem, nauczę się perfekcyjnie języka(ów) i akcentu, no i mają tam Primark.
Trochę odświeżyłam szablon, żeby pocieszyć trochę oko nowościami. Ostatnio otacza mnie dużo nowości i szykuje się sporo kolejnych, co bardzo podoba mi się po wakacyjnym marazmie.
To jest fenomen, miesiąc u dziadków i nawet ja się roztyłam.
Mam ochotę poopowiadać o Turcji, ale ciężko streścić tę najdziwniejszą wycieczkę, w jakiej brałam udział. Nie wiedziałabym nawet, od czego zacząć.
Dużo zmian zaszło we mnie samej przez ten czas. Przede wszystkim nabrałam jeszcze więcej dystansu (chociaż były sytuacje doprowadzające do gwałtownego migotania przedsionków, w ostatecznym rozrachunku w ogóle tych nerwów niewarte; jak zwykle). Poza tym odkryłam, że z długimi włosami można coś robić, znowu zmieniłam kolor (chociaż nadal mam ambiwalentne uczucia, rudy pasował do mojego charakteru, i nie chodzi tu o te tandetne stereotypy o złośliwości), wyleczyłam paznokcie, troszkę się opaliłam, uczę się opanowywać ataki złego humoru oraz mówić jasno o tym, czego chcę i co jest nie tak. Odreagowałam psychicznie po szkole (a może i całych sześciu latach) i zamknęłam ten etap kategorycznie, pokładając wielką nadzieję w studiach i swoim otwierającym się powoli na ludzi charakterze.
Obecnie mój czas zaprzątają dylematy co do pakowania się, zarządzam wszystkim i organizuję, boleję nad angielskim, zapewniam, że jeszcze kiedyś wrócę, a więc spełnia się to, czego chciałam od tak dawna - wyprowadzam się i zaczynam swoje własne życie od nowa, tym razem bogatsza o pewne spostrzeżenia co do przyjaźni, zazdrości i wrodzonej wredoty. Wierzę, że będzie lepiej, w końcu będę mieszkać nad morzem, nauczę się perfekcyjnie języka(ów) i akcentu, no i mają tam Primark.
Trochę odświeżyłam szablon, żeby pocieszyć trochę oko nowościami. Ostatnio otacza mnie dużo nowości i szykuje się sporo kolejnych, co bardzo podoba mi się po wakacyjnym marazmie.
To jest fenomen, miesiąc u dziadków i nawet ja się roztyłam.
Mam ochotę poopowiadać o Turcji, ale ciężko streścić tę najdziwniejszą wycieczkę, w jakiej brałam udział. Nie wiedziałabym nawet, od czego zacząć.
♫♫♪ Selah Sue - This World
Subskrybuj:
Posty (Atom)


