Po wszelkich przestronnych, pełnych przestrzeni do oddychania meczetach na widok kapiącej złotem i oblepionej posągami Jasnej Góry ogarnia mnie obrzydzenie.
Dziwny dzień. Miał być pierwszym z serii cyklu opowieści, a stał się ohydnym praniem brudów, trapiących mnie już od ponad roku i ciągle nierozwiązanych. Nadal męczy mnie, o co tak właściwie chodziło, i nadal wracają do mnie tamte emocje, jednak póki co najważniejsza jest odpowiedź na fundamentalne pytanie - czy popełniam jakiś błąd w kontaktach z ludźmi? Jeśli tak, jaki to błąd? Zawsze zdawało mi się, że jestem mało konfliktowa, tymczasem przed wyjazdem trzeba zrewidować te poglądy, żeby nie popełniać znowu tych samych pomyłek.
I owszem, absolutnie niczego nie wyjaśnia kolejna taka rozmowa, jednak kiedyś w końcu chcę ją doprowadzić do końca i zacząć żyć nowymi sprawami.
Przykre to trochę.
Teraz zauważyłam, że czcionka nagłówkowa ma francuskie znaki. Uczciłam to chwilą ciszy, jako że francuskiego już koniec... [*] A może nie uda mi się go całkiem zapomnieć? Wypadałoby coś z tym zrobić na miejscu, póki co przeraża mnie, jak wielu rzeczy nie wiem w angielskim. Ale za to w końcu będę mieć fajne i interesujące przedmioty, tyle lat na to czekałam.
Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na ostateczny i nieodwołalny koniec mojego metalowego nazębnego wroga! Nawet śni mi się już zdejmowanie tego, a prawdopodobnie już w przyszłym tygodniu będzie po wszystkim. W KOŃCU.
9.05.2011
8.26.2011
And it's really nice, but you don't understand
Nie umiem się ukrywać i kamuflować. oO Nawet jak wpadłam na pomysł fajnego bloga tematycznego, to źle czuję się, będąc zobowiązaną do konkretnej stylistyki. Tak więc witam ponownie.
Dużo zmian zaszło we mnie samej przez ten czas. Przede wszystkim nabrałam jeszcze więcej dystansu (chociaż były sytuacje doprowadzające do gwałtownego migotania przedsionków, w ostatecznym rozrachunku w ogóle tych nerwów niewarte; jak zwykle). Poza tym odkryłam, że z długimi włosami można coś robić, znowu zmieniłam kolor (chociaż nadal mam ambiwalentne uczucia, rudy pasował do mojego charakteru, i nie chodzi tu o te tandetne stereotypy o złośliwości), wyleczyłam paznokcie, troszkę się opaliłam, uczę się opanowywać ataki złego humoru oraz mówić jasno o tym, czego chcę i co jest nie tak. Odreagowałam psychicznie po szkole (a może i całych sześciu latach) i zamknęłam ten etap kategorycznie, pokładając wielką nadzieję w studiach i swoim otwierającym się powoli na ludzi charakterze.
Obecnie mój czas zaprzątają dylematy co do pakowania się, zarządzam wszystkim i organizuję, boleję nad angielskim, zapewniam, że jeszcze kiedyś wrócę, a więc spełnia się to, czego chciałam od tak dawna - wyprowadzam się i zaczynam swoje własne życie od nowa, tym razem bogatsza o pewne spostrzeżenia co do przyjaźni, zazdrości i wrodzonej wredoty. Wierzę, że będzie lepiej, w końcu będę mieszkać nad morzem, nauczę się perfekcyjnie języka(ów) i akcentu, no i mają tam Primark.
Trochę odświeżyłam szablon, żeby pocieszyć trochę oko nowościami. Ostatnio otacza mnie dużo nowości i szykuje się sporo kolejnych, co bardzo podoba mi się po wakacyjnym marazmie.
To jest fenomen, miesiąc u dziadków i nawet ja się roztyłam.
Mam ochotę poopowiadać o Turcji, ale ciężko streścić tę najdziwniejszą wycieczkę, w jakiej brałam udział. Nie wiedziałabym nawet, od czego zacząć.
Dużo zmian zaszło we mnie samej przez ten czas. Przede wszystkim nabrałam jeszcze więcej dystansu (chociaż były sytuacje doprowadzające do gwałtownego migotania przedsionków, w ostatecznym rozrachunku w ogóle tych nerwów niewarte; jak zwykle). Poza tym odkryłam, że z długimi włosami można coś robić, znowu zmieniłam kolor (chociaż nadal mam ambiwalentne uczucia, rudy pasował do mojego charakteru, i nie chodzi tu o te tandetne stereotypy o złośliwości), wyleczyłam paznokcie, troszkę się opaliłam, uczę się opanowywać ataki złego humoru oraz mówić jasno o tym, czego chcę i co jest nie tak. Odreagowałam psychicznie po szkole (a może i całych sześciu latach) i zamknęłam ten etap kategorycznie, pokładając wielką nadzieję w studiach i swoim otwierającym się powoli na ludzi charakterze.
Obecnie mój czas zaprzątają dylematy co do pakowania się, zarządzam wszystkim i organizuję, boleję nad angielskim, zapewniam, że jeszcze kiedyś wrócę, a więc spełnia się to, czego chciałam od tak dawna - wyprowadzam się i zaczynam swoje własne życie od nowa, tym razem bogatsza o pewne spostrzeżenia co do przyjaźni, zazdrości i wrodzonej wredoty. Wierzę, że będzie lepiej, w końcu będę mieszkać nad morzem, nauczę się perfekcyjnie języka(ów) i akcentu, no i mają tam Primark.
Trochę odświeżyłam szablon, żeby pocieszyć trochę oko nowościami. Ostatnio otacza mnie dużo nowości i szykuje się sporo kolejnych, co bardzo podoba mi się po wakacyjnym marazmie.
To jest fenomen, miesiąc u dziadków i nawet ja się roztyłam.
Mam ochotę poopowiadać o Turcji, ale ciężko streścić tę najdziwniejszą wycieczkę, w jakiej brałam udział. Nie wiedziałabym nawet, od czego zacząć.
♫♫♪ Selah Sue - This World
3.10.2011
Znowu siada napęd... Akurat jak naszło mnie na notkę, a zdjęcia z 2010 straszą beznadziejnością i byciem dodawanymi już 28038292719 razy. Fajnie byłoby stwierdzić, że jednak jeszcze jest we mnie trochę kreatywności, i wyjść dokądś z tym aparatem.Może jednak przełożyć ten egzamin? Zachoruję na nerwicę, jak będę musiała oglądać pytania testowe jeszcze 18 dni. I tak dobrze, że w końcu do tego siadłam. Zważywszy na fakt, że nie mam siły ciągle wstawać od biurka i się podnosić, wykorzystałam to niecnie do samounicestwienia, ale chyba nawet już mnie wystarczy. Ratunku, czy ja dobrze zrobiłam, że dałam się namówić na to? :/
Za nieco ponad dwa miesiące będzie po wszystkim.
I znowu nic nie słucham. Paranoja, dopiero niedawno zauważyłam, że od grudnia nie mam ściągniętego scrobblera last.fm. Ale z drugiej strony, jedno miejsce mniej...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

