W tym momencie pragnę pozdrowić panią S. (już nie wiem, kto czyta te blogi, naprawdę) za umilenie i tak już mało atrakcyjnego wieczoru wymyślaniem pierdół. Wszystkie te książki, które MUSZĘ czytać, byłyby na pewno ciekawe i zmuszające do refleksji bez topora wiszącego mi nad głową. Oh well, oh well, oh well, jak powiedziałby Jack.Wyjazd do Wrocławia udany. Z warsztatów wiele wyniosłam, nieco ujarzmiłam wreszcie lampę błyskową, chociaż i tak potrzeba mi jeszcze wiele nauki, trochę pożartowałam, miałam minimum czasu na pokręcenie się po mieście - które jest o wiele ciekawsze niż Kraków, i sami wrocławianie są mniej nadęci, spotkałam sporo ludzi i pojeździłam pociągami. Wnioski są trzy:
- Warto jechać trochę dalej i zobaczyć coś nowego, a do Wrocławia na pewno jeszcze wrócę
- Najlepiej dogaduję się z ludźmi, których nie widzę na co dzień, a najpłynniejsza komunikacja jest z takimi, których najprawdopodobniej nie zobaczę już nigdy więcej
- Ludzie mają do opowiedzenia wiele ciekawych historii, jeśli tylko umie się i chce ich słuchać, a to akurat potrafię.
Dobrze, że moja psychika jest już na tyle silna, że nie potrzebuję dowartościowywania się.
Mam absolutnie dosyć ludzi, niestety. A przynajmniej tych 'codziennych'.
Wreszcie coś porządnego do pisania na francuskim.
Trzy miesiące do powrotu z Jordanii, trzy miesiące i 10 dni do Muse. Boże, ale ja się nakręcam na to.
Słuchanie o uczelniach napawa mnie znowu obrzydzeniem. Najprościej byłoby zdecydować się i dopiero obrzydzać, no ale.
Chciałabym wreszcie przestać słuchać, co powinnam, co muszę, co wypadałoby, co byłoby dobrze.
♫♫♪ Muse - The Smallprint

