Zaraz trafi mnie szlag i wreszcie będzie spokój. Czemu wszystkie rzeczy zawsze atakują stadami?♫♫♪ Florence and the Machine - Hurricane Drunk
Przypomina mi się, jak słuchałam tej piosenki podczas jednego z tych niesamowicie długich wieczorów z francuskim, kiedy uparcie tłamsiłam w sobie senność i robiłam ćwiczenia, jedno po drugim, skrupulatnie i drobiazgowo, sprawdzałam, przechodziłam do kolejnego rozdziału, znowu rozwiązywałam, i tak w kółko. W zasadzie mogłabym pewne zagadnienia z książki przyporządkować konkretnym piosenkom. Nie wiedziałam, że jestem aż tak uparta i zdeterminowana.
Jako że źle czułabym się, nie zostawiając żadnej notki pożegnalnej, postanowiłam znowu coś dodać.
Jako że zawsze się tłumaczę, pragnę wyjaśnić, iż nie jest to fotomontaż, a zwykła zabawa kontrastem, żeby dodatkowo przyciemnić fragmenty parasoli, i nie wiem, czemu brzegi wyglądają jak sztucznie rozmyte w Photoshopie. Co nie zmienia faktu, że je lubię.
Jestem tak okropnie zmęczona i tak okropnie boję się zasnąć. Głupie sytuacje się ostatnio zdarzają :/
Im więcej takich dni jak wczoraj, tym gorzej mi czekać na 'kiedyś'. Chociaż wiem, że warto. Ech. Tylko wtedy już nie będziemy mieć takich tematów do rozmowy :P
To są właśnie te minusy posiadania chłopaka w swojej klasie, które wyłuszczałam kiedyś zazdrosnej o to kuzynce. Przysuwanie się, żeby lepiej słyszeć, ma dziwne podteksty (chociaż i tak uważam, że już w większej części pozbyłam się panicznego strachu o opinię innych). Ponadto próba porozmawiania o czymś poważniejszym jak zwykle skończyła się moim zdenerwowaniem, do czego akurat jestem przyzwyczajona, ale teraz znalazło sobie ujście w mało odpowiednim momencie.
Zła noc, zły dzień, zła ja. Moje beznadziejnie kościste kolana całkiem powypychały mi spodnie, mam wrażenie, że zapominam polskiego, podkład stał się za ciemny, będę musiała najwyraźniej zrezygnować z planów dotyczących pracy w ferie i chyba z tych wakacyjnych też, paznokcie nadal się łamią, zwątpiłam w studia, poza tym mam wrażenie, że chcąc (między innymi) uciec od obecnego życia, spotkam połowę klasy na uczelni - nie chodzi tu o nikogo konkretnego, ale naprawdę nie spodziewałam się aż tylu osób mających plany podobne do moich, czytam beznadziejne fora, nie radzę sobie z utrzymaniem zębów w porządnym stanie, ciągle wkurzam się rzeczami, na które nie mam wpływu, wszystko jakoś się nie układa. I tak, wiem, że będzie lepiej i wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie, ale akurat teraz chciałabym wysłuchania moich obaw i może nawet posmęcenia ze mną. Ale najwyraźniej pozostaje mi oddać komputer, bo siedzę od 16, i czekać na kolejną zmianę nastroju (za 5 min).
Spędziłam pół dnia nad francuskim. Nastawiam się na to, że będzie taki najbliższy miesiąc, a mam nadzieję, że i więcej. W zasadzie to nie przeszkadza mi to. Od kiedy minął początkowy szok i etap znienawidzenia tego języka, cieszy mnie ta cała zabawa gramatyką, używanie nowych słówek i nauka różnych rzeczy. Gdybym nie wybrała jednak klasy francuskiej, nie byłoby najlepiej. Teraz jest zresztą w ogóle jakoś tak niesamowicie. Od początkowego: 'Ku*wa.' (przysięgam, że tak pomyślałam), przez 'Niemożliwe', trzęsące się ręce i nieumiejętność wykonania kreski na powiece oraz jąkanie się, aż do dziwnej radości. Przyznam, że teraz jestem pewna, że ostatecznie wybrany przeze mnie kierunek jest najlepszym możliwym. Ja to po prostu lubię :)
Żeby nie było, to nie ja rysowałam. Ale wstawić musiałam.